Jadła zimne frytki na balkonie i zastanawiała się co poszło
nie tak i w którym momencie.
Ziemniaki więdły w keczupie. Lubiła frytki, nawet te zimne,
takie było jej pocieszenie. Drzwi od balkonu były zamknięte od wewnątrz. Luty.
Czy tu nadejdzie jej koniec? Zapewne sama to sobie zgotowała. Przed oczami
mrugnął jej poprzedni dzień i pięści zacisnęły się ze złości. Noc roztaczała
się wokół. Gwiazd nie było, może przez smog, a może po prostu zniknęły z sobie
tylko znanych powodów. A więc było tylko ciemno i zimno, a ona siedziała tak i
słuchała odgłosów nocy, tu jakiś samochód, tak kłótnia, tam głośna muzyka.
*
D znowu jadła majonez prosto ze słoika, na kanapie, kolana
poobijane, kto wie od czego, obie są dorosłe i jest środek zimy. Nic jej tak
nie denerwowało, jak ten cholerny majonez, wyjadany łyżką wprost ze słoja,
jakby co najmniej miały pieniądze, by kupować kilka słoików tygodniowo, bo co D
nie dojadła, to zostawiła, słoik nie zamknięty. Kilka razy wylało się na
kanapę. Nabrała powietrza by coś powiedzieć, by coś wykrzyczeć w frustracji,
ale zabrakło jej już sił na dalsze konfrontacje. Ciekawe czy dziś znowu D
będzie spać na kanapie, ze swoimi brudnymi stopami i kolanami sączącymi się z
otarć i z majonezem, który gdzieś w środku nocy stoczy się i stłucze. Od zapachu
majonezu zaczęło jej się zbierać na wymioty, a kiedyś go lubiła.
Ona lubiła ludwik cytrynowy, D preferowała miętowy. Ale to
przecież drobne rzeczy. Miały się dotrzeć, ale zamiast tego wyskoczył
komunikat: „error, brak miejsca”. Teraz ona patrzy na D i czuje nienawiść i
chce jej się zgrzytać zębami, pal licho szkliwo i stawy skroniowo – żuchwowe.
Zakochane były głównie w idei queer joy, a może i trochę w
sobie, trudno już teraz powiedzieć. Ona nigdy nie miała dobrej pamięci, a teraz
je frytki i próbuje pamiętać, ale nie idzie jej to najlepiej.
Pamięta jak w kinie w toalecie D przyparła ją do ściany i
jak wpiła się łapczywie w jej usta i jak jej ręka wylądowała na jej udzie.
Pamiętała, jak poznały się w lecie, jechała rowerem a D właśnie się wywróciła,
rower do zezłomowania, kolana obtarte, więc powiozła ją na ramie. Nie wiedziała
wtedy, że D zawsze ma obtarte kolana.
D patrzyła na nią ze złością, jakby to ona sprawiała, że jej
rany się nie goją. Ona pamięta, jak wrzeszczała na nią i jak łzy leciały jej z
oczu, jak zbierała szczątki rozbitych talerzy. Nie była w stanie przywołać, o
czym się kłóciły. Ale to była jej wina, prawda? To ona zawsze była zła, ona
wybuchała płaczem, ona rozpaczała nadmiernie i ona robiła sceny. Manifestowała,
że będą na zawsze.
„Przestań robić tę głupią minę” – na zawsze trwało
zaskakująco krótko.
*
Robi się jej znacznie zimniej i się trzęsie, ale w sumie
czego się spodziewała. Balkon w lutym, ona w satynowej piżamce, takiej jaka się
D podobała, śliskiej. Frytki się skończyły, zostały jej po nich tłuste od soli
i keczupu palce i ostatnie wspomnienia smaku zimnego smażonego ziemniaka.
Wybiłaby tę szybę, gdyby jej zależało aby wrócić do środka. Mogłaby krzyczeć,
ale uznała, że nie będzie na D polegać. Ona tego chce. Chce ją uratować z
sytuacji, w którą sama ją wpakowała, ona wie, że to D zamknęła od środka drzwi,
a któżby inny, były w mieszkaniu same, jak zawsze. Pewnie przyjdzie z rana,
otworzy drzwi niczym bohaterka, jakby ona była dzieciakiem zostawionym w kącie
za złe zachowanie. Nic złego nie zrobiła, ale D miała dość i chciała być sama.
Zerka do środka przez drzwi balkonowe i wydaje jej się, że
słoik majonezu leży rozbity. Ah, na pewno będzie chora jutro, po tym, jak
przymarza. Powoli robi się obojętna na chłód, tylko dziwnie sztywna, nie czuje
już palców u stóp. Pieprzyć to wszystko, koniec płaszczenia się i błagania i
durnej nadziei. Zostawia talerz po frytkach na balkonie. Dobrze, że mieszkają
na parterze, źle, że całe podwórko wybetonowano. Raz kozie śmierć. Skacze.
Jęczy z bólu, jest niemal pewna, że jej krzyk zbudzi kilka rodzin, że światła
pozapalają się w mieszkaniach w blokach. Nie zapalają się. Po jakimś czasie
podnosi się, wszystko pulsuje bólem. Teraz to ona ma obdarte kolana. Przez
chwilę zastanawia się, czy nie powinna posypać ich brokatem, by nie wyglądały
dla świata zbyt odstręczająco. Wzrusza ramiona i rusza przed siebie, czuje że
krew spływa jej w dół po łydkach, a spodnie kleją do otartych kolan.